Labels
- chinszczyzna (1)
- czytelnictwo (3)
- podroz (1)
- stypendium (5)
- 做飯 (8)
- 唸書 (18)
- 教課 (11)
- 歌詞 (4)
- 波蘭傳統 (3)
- 生活 (14)
- 電影 (34)
- 音樂 muzyka (11)
Wednesday, August 27, 2008
pierwsze prawdziwie azjatyckie zarcie :)
zupa porowo-kapusciano-tofowa ;)
ciasteczko ryzowe z jakims budyniowatym czyms.
Wiecie. To taka knajpa typu: wchodzisz, wplacasz jakies grosze (w przeliczeniu to jakies dziesiec zlotych czy cos) i zresz do zamkniecia knajpy. Sprobowalam prawie wszystkiego (nie zdazylam, za wczesnie zamykali :P). Kocham baklazany! I chinskie slodycze :) I w ogole :)
Tuesday, August 26, 2008
找到了房子 mieszkanie znalezione
Martyna ma orientacje w przestrzeni, a ja mam orientacje w chinskim. Razem daleko zajdziemy :) Poki co bawia nas spojrzenia meskiej populacji Kunmingu, cieszy nas ilosc zarcia, kochamy Cuihu (nasze wlasne, prywatne jezioro z liliami), naszym pojazdem jest slynny Perpedes, nie spimy z wrazenia i w ogole zycie jest piekne. A kawa kosztuje dwa-trzy razy wiecej niz piwko. Chyba nie musze mowic, ze oduczam sie powoli pic kawe :D
Mieszkanie juz jest teoretycznie, wprowadzimy sie 28 bm. Dzis uczelnia, bank, podpisanie umowy, kupno recznikow :P Zarcie. Ale o tym to juz nawet nie ma co wspominac, bo przedpotopowy komp w tym hostelu nie pozwala na zaladowanie zdjec z aparatu ;) Wszystko pojawi sie pozniej :)
Jest pieknie, gdzie nas nie ma? NIE! Jest pieknie tam, gdzie wlasnie jestem. Wlasciwie, to jest tak pieknie, ze moglabym tu sobie z rok pomieszkac...
没有空喔!这里太漂亮啦。 不要打电脑。搬家以后我再开始写我在昆明的故事。。。
Mieszkanie juz jest teoretycznie, wprowadzimy sie 28 bm. Dzis uczelnia, bank, podpisanie umowy, kupno recznikow :P Zarcie. Ale o tym to juz nawet nie ma co wspominac, bo przedpotopowy komp w tym hostelu nie pozwala na zaladowanie zdjec z aparatu ;) Wszystko pojawi sie pozniej :)
Jest pieknie, gdzie nas nie ma? NIE! Jest pieknie tam, gdzie wlasnie jestem. Wlasciwie, to jest tak pieknie, ze moglabym tu sobie z rok pomieszkac...
没有空喔!这里太漂亮啦。 不要打电脑。搬家以后我再开始写我在昆明的故事。。。
Sunday, August 24, 2008
:) 我終於在亞洲! Nareszcie w Azji
親愛的朋友們! 為了電腦的問題我很長時間都沒有辦法在這裡寫中文文章. 抱歉ㄛ! 我知道你們想念我 ;)
縣在我在香港機場等到昆明的飛機. 對ㄚ! 我拿到了獎學近, 所以到明年七月我都會在中國. 我快樂極了! 如果有機會的話我想見你們的面. 如果你們有空請你門來我的地方找我. 如果我有時間, 如果我有錢的話, 我也想去找你們...
我有點怕...去亞洲留學夢想. 我卻還不知道我會不會喜歡雲南大學, 昆明環境, 那邊的菜什麼的. 希望我會在那邊找新朋友們. 希望我會愉快的...
我們保持聯繫吧!
Kochani!
Jestem juz w Azji. Nic mi nie jest. Jestem nakarmiona i gotowa do dalszej podrozy (trasa Hongkong - Kunming). Nakarmiona jestem dzieki zapobiegliwosci pewnej naturalizowanej Hongkongijki, ktorej niniejszym bardzo za opieke dziekuje :) Zdjecia co poniektorego jedzenia umieszcze pozniej - razem z kilkoma zdjeciami przeslicznych domkow spoza centrum HK. W ogole, w sumie wyszlo lepiej niz by moglo - bo i nocleg sie udal (znowu brawa dla owej Hongkongijki ;)), i jedzenie, a i pogaduchy do poduchy przyjemnosc wielka sprawily. Dobrze jest miec dla siebie caly swiat i jeszcze fantastycznych ludzi :)
Uwielbiam ryzowe ciastka.
Pierwszy raz w zyciu zetknelam sie z kandyzowanym ogorkiem.
Matko, jakze ja tesknilam za tofu!
I znowu przypomnialam sobie nadrzedny cel tej wycieczki - nazrec sie za wszystkie czasy. Studia? A komu one potrzebne?! :D
Na razie wszystko w porzadku. Temperatura niezla, zaledwie 29 stopni czy cos kolo tego. Jeszcze troche splywam, ale szybko sie przyzwyczaje. Zycie jest piekne :)
Do nastepnego!
縣在我在香港機場等到昆明的飛機. 對ㄚ! 我拿到了獎學近, 所以到明年七月我都會在中國. 我快樂極了! 如果有機會的話我想見你們的面. 如果你們有空請你門來我的地方找我. 如果我有時間, 如果我有錢的話, 我也想去找你們...
我有點怕...去亞洲留學夢想. 我卻還不知道我會不會喜歡雲南大學, 昆明環境, 那邊的菜什麼的. 希望我會在那邊找新朋友們. 希望我會愉快的...
我們保持聯繫吧!
Kochani!
Jestem juz w Azji. Nic mi nie jest. Jestem nakarmiona i gotowa do dalszej podrozy (trasa Hongkong - Kunming). Nakarmiona jestem dzieki zapobiegliwosci pewnej naturalizowanej Hongkongijki, ktorej niniejszym bardzo za opieke dziekuje :) Zdjecia co poniektorego jedzenia umieszcze pozniej - razem z kilkoma zdjeciami przeslicznych domkow spoza centrum HK. W ogole, w sumie wyszlo lepiej niz by moglo - bo i nocleg sie udal (znowu brawa dla owej Hongkongijki ;)), i jedzenie, a i pogaduchy do poduchy przyjemnosc wielka sprawily. Dobrze jest miec dla siebie caly swiat i jeszcze fantastycznych ludzi :)
Uwielbiam ryzowe ciastka.
Pierwszy raz w zyciu zetknelam sie z kandyzowanym ogorkiem.
Matko, jakze ja tesknilam za tofu!
I znowu przypomnialam sobie nadrzedny cel tej wycieczki - nazrec sie za wszystkie czasy. Studia? A komu one potrzebne?! :D
Na razie wszystko w porzadku. Temperatura niezla, zaledwie 29 stopni czy cos kolo tego. Jeszcze troche splywam, ale szybko sie przyzwyczaje. Zycie jest piekne :)
Do nastepnego!
Labels:
podroz,
stypendium
Thursday, August 21, 2008
jutro wylot
:)
Zmiescilam sie w tych 20 kilo. Wszystko wzielam, nawet buty na obcasach. No, wprawdzie musialam sie z tej okazji pozbyc recznika, ale recznik sobie w Azji kupie, a buty sa jedyne i niepowtarzalne. To znaczy sa do pewnego stopnia powtarzalne, ale i tak jeden jest lewy, a drugi prawy :D
Zadnej goraczki przedwyjazdowej. Zadnych nerwow. Szeptem moge Wam powiedziec, ze bardzo sie ciesze, ze to juz...
Nie mam dyplomu, wkurza mnie to nieprzytomnie, zabilabym 90% administracji UJ, a reszta musialaby zjesc kawalki, ktore by zostaly.
Pukam sie w czolo. Z nostalgii i przedwczesnej tesknoty za ksiazkami wrocilam do Krystyny, corki Lavransa zreszta. Krzaki mnie zaatakuja juz za calkiem niedlugo. Ciekawe, kto wygra :)
Pytaja, czy trzymam kciuki za Polakow, czy za Chinczykow. Po prawdzie, to niewielu Polakow do trzymania kciukow zostalo, wiec... Nie, to bylo podle. Nie trzymam kciukow, tylko bije brawo, jesli ktos jest lepszy od pozostalych. A ze to moje skosnookie malenstwa wyprzedzaja wszystkich jesli chodzi o zloto...
I niektorzy sa ladni. A moze przygrucham sobie wreszcie jakiegos Azjate? :D Czego mi wiekszosc przyjaciol zyczy :D
Do zobaczenia w Azji!
Zmiescilam sie w tych 20 kilo. Wszystko wzielam, nawet buty na obcasach. No, wprawdzie musialam sie z tej okazji pozbyc recznika, ale recznik sobie w Azji kupie, a buty sa jedyne i niepowtarzalne. To znaczy sa do pewnego stopnia powtarzalne, ale i tak jeden jest lewy, a drugi prawy :D
Zadnej goraczki przedwyjazdowej. Zadnych nerwow. Szeptem moge Wam powiedziec, ze bardzo sie ciesze, ze to juz...
Nie mam dyplomu, wkurza mnie to nieprzytomnie, zabilabym 90% administracji UJ, a reszta musialaby zjesc kawalki, ktore by zostaly.
Pukam sie w czolo. Z nostalgii i przedwczesnej tesknoty za ksiazkami wrocilam do Krystyny, corki Lavransa zreszta. Krzaki mnie zaatakuja juz za calkiem niedlugo. Ciekawe, kto wygra :)
Pytaja, czy trzymam kciuki za Polakow, czy za Chinczykow. Po prawdzie, to niewielu Polakow do trzymania kciukow zostalo, wiec... Nie, to bylo podle. Nie trzymam kciukow, tylko bije brawo, jesli ktos jest lepszy od pozostalych. A ze to moje skosnookie malenstwa wyprzedzaja wszystkich jesli chodzi o zloto...
I niektorzy sa ladni. A moze przygrucham sobie wreszcie jakiegos Azjate? :D Czego mi wiekszosc przyjaciol zyczy :D
Do zobaczenia w Azji!
Labels:
stypendium
Thursday, August 14, 2008
Czarus czy Czarka? :D
Mam kota. Jednego na punkcie Chin.
Drugiego, tego ryzego skur...czybyka, ktory potrafi ugryzc nawet wtedy, kiedy mruczy, tez mam. A teraz zeby bilans zoladkow sie w domu zgadzal, z okazji mojego wyjazdu wziela Mama dwumiesieczna przyblede, calkiem czarne dwumiesieczne kocie. Ladne. Ryby na surowo z kregoslupem i luskami wpieprza, nie tak jak te wczesniejsze rozbestwione krolewiatka. Na razie nie schodzi na podloge, bo sie boi psa (punkt dla psa). Pies nie odchodzi od kredensu, na ktorym kot siedzi, bo nie chce przegapic momentu zejscia (punkt dla kota). Ryza pierdola to wszystko olewa. Od razu mozna poznac, ze to kastrat :P
Dentysta orzekl, ze nie jest zle. Jestem juz zaszczepiona durowo i tezcowo. Czeka jeszcze zoltaczka. A za tydzien i dzien jeden poleeeeece....
Azjo: przybywam!
Drugiego, tego ryzego skur...czybyka, ktory potrafi ugryzc nawet wtedy, kiedy mruczy, tez mam. A teraz zeby bilans zoladkow sie w domu zgadzal, z okazji mojego wyjazdu wziela Mama dwumiesieczna przyblede, calkiem czarne dwumiesieczne kocie. Ladne. Ryby na surowo z kregoslupem i luskami wpieprza, nie tak jak te wczesniejsze rozbestwione krolewiatka. Na razie nie schodzi na podloge, bo sie boi psa (punkt dla psa). Pies nie odchodzi od kredensu, na ktorym kot siedzi, bo nie chce przegapic momentu zejscia (punkt dla kota). Ryza pierdola to wszystko olewa. Od razu mozna poznac, ze to kastrat :P
Dentysta orzekl, ze nie jest zle. Jestem juz zaszczepiona durowo i tezcowo. Czeka jeszcze zoltaczka. A za tydzien i dzien jeden poleeeeece....
Azjo: przybywam!
Labels:
stypendium,
生活
Wednesday, August 6, 2008
Warszawa
podobno da sie lubic :P
Pewnie bym sie zgodzila, gdybym nie musiala tu zalatwiac formalnosci.
Fajnie, ze zalatwialismy formalnosci w osob kilka - inaczej zwariowac by mozna bylo. Zle, ze nie udalo sie zalatwic wszystkiego naraz. Zle, ze pogoda do kitu. Zle, ze z Michalem mi sie na dluzej spotkac nie udalo (ale za to nakarmil znajomych i mnie tak, ze bylismy szczesliwi :)). Moze sobie Jarek mowic, ze Wook przy Mariotcie jest niezazbytni, ale ja tam znam glownego kucharza i on zawsze potrafi zadbac o moj zoladek :)
Kilka milych spotkan. Na wiele zabraklo czasu/zdrowia, a na niektore ochoty. Coraz wieksza wprawa w zegnaniu sie z dotychczas znanym swiatem. Ciagle te same pytania: czy Ty stamtad wrocisz? Dlaczego akurat TAM (w tych wielkich literach kryje sie cala groza, trzesienia ziemi, tajfuny, Tybet, strach przed nieznanym i bogwicojeszcze)? Czy stoi za tym jakis mezczyzna (Tak! Miliard slodkich skosnookich ;))? Czy...?
A ja jeszcze nawet wizy nie mam. Niespakowanam. Nie wiem, gdzie mieszkac bede, choc moze zupelnym przypadkiem mam juz wspollokatorke ;) Duzo pytan, zero odpowiedzi. Ale jest nadzieja: ze bedac tam odkryje, czy to jest naprawde to, czego chce od zycia...
Pewnie bym sie zgodzila, gdybym nie musiala tu zalatwiac formalnosci.
Fajnie, ze zalatwialismy formalnosci w osob kilka - inaczej zwariowac by mozna bylo. Zle, ze nie udalo sie zalatwic wszystkiego naraz. Zle, ze pogoda do kitu. Zle, ze z Michalem mi sie na dluzej spotkac nie udalo (ale za to nakarmil znajomych i mnie tak, ze bylismy szczesliwi :)). Moze sobie Jarek mowic, ze Wook przy Mariotcie jest niezazbytni, ale ja tam znam glownego kucharza i on zawsze potrafi zadbac o moj zoladek :)
Kilka milych spotkan. Na wiele zabraklo czasu/zdrowia, a na niektore ochoty. Coraz wieksza wprawa w zegnaniu sie z dotychczas znanym swiatem. Ciagle te same pytania: czy Ty stamtad wrocisz? Dlaczego akurat TAM (w tych wielkich literach kryje sie cala groza, trzesienia ziemi, tajfuny, Tybet, strach przed nieznanym i bogwicojeszcze)? Czy stoi za tym jakis mezczyzna (Tak! Miliard slodkich skosnookich ;))? Czy...?
A ja jeszcze nawet wizy nie mam. Niespakowanam. Nie wiem, gdzie mieszkac bede, choc moze zupelnym przypadkiem mam juz wspollokatorke ;) Duzo pytan, zero odpowiedzi. Ale jest nadzieja: ze bedac tam odkryje, czy to jest naprawde to, czego chce od zycia...
Friday, August 1, 2008
przygotowania
Bez przerwy jezdze i cos zalatwiam. Lubie Instytut Konfucjusza. Nie lubie kungfuistow i taichichuanistow, ktorzy mi zycie utrudniaja. Lubie panie w BUWiWMie, ale na UJ bym sie najchetniej pogniewala i tupnela nozka.
Co jeszcze?
impreza imieninowa chyba sie udala (to znaczy, wszyscy narzekaja, ze sie przezarli, ale to o to tu chodzi :)). Spotkalam sie z Przyjaciolmi, wytesknionymi i tymi, co to prawie juz o nich zapomnialam. Przygotowuje sie mentalnie do wyjazdu - za miesiac zaczne nauke. Hurra! Bo bede juz w Chinach :) Wszystkim mowie, ze jak mi kasy zabraknie, to herbate bede zrywac (przeciez wlasnie po to wybralam Yunnan ;)). Wszystkim mowie, ze bede pisac, wszyscy mi mowia, ze beda paczki posylac. Niektorzy twierdza, ze juz Tam zostane. A ja nawet nie wiem, czy wytrzymam pierwszy miesiac. Czy rzeczywistosc sprosta oczekiwaniom? czy ja sprostam rzeczywistosci? Po cholere j sie tam w ogole pcham?!
Aha, dlatego, ze kocham chinski...
Co jeszcze?
impreza imieninowa chyba sie udala (to znaczy, wszyscy narzekaja, ze sie przezarli, ale to o to tu chodzi :)). Spotkalam sie z Przyjaciolmi, wytesknionymi i tymi, co to prawie juz o nich zapomnialam. Przygotowuje sie mentalnie do wyjazdu - za miesiac zaczne nauke. Hurra! Bo bede juz w Chinach :) Wszystkim mowie, ze jak mi kasy zabraknie, to herbate bede zrywac (przeciez wlasnie po to wybralam Yunnan ;)). Wszystkim mowie, ze bede pisac, wszyscy mi mowia, ze beda paczki posylac. Niektorzy twierdza, ze juz Tam zostane. A ja nawet nie wiem, czy wytrzymam pierwszy miesiac. Czy rzeczywistosc sprosta oczekiwaniom? czy ja sprostam rzeczywistosci? Po cholere j sie tam w ogole pcham?!
Aha, dlatego, ze kocham chinski...
Labels:
stypendium
Friday, July 25, 2008
swiatowej klasy nauczycielka chinskiego
Tak, wiem, ze znowu sie przechwalam.
Ale po pierwsze w Chinach nie bede mogla, wiec teraz sie nacieszam, a po drugie tym razem naprawde mam czym.
Uczylam trzech uczniow. Jeden sie nie liczy, bo to siedmiolatek - tez mnie lubil, ale w sumie nic dziwnego, ze sie do mnie nie przywiazal.
Oprocz tego dwoch facetow. Jeden na ostatnia lekcje przytachal bukiet roz i powiedzial, ze juz nigdy w zyciu takiej nauczycielki nie znajdzie, ze jestem the best i ze czeka na moj powrot z Chin. Drugi jednak zwyciezyl w klasyfikacji generalnej: przyjechal do mnie dzisiaj na lekcje z Krakowa. Jakiez to bylo mile! I to, jak pamieta to, co Mu do glowy wtlukiwalam. I oniesmielenie, kiedy sie okazuje, ze o czyms jednak zapomnial. I w ogole :D
Naprawde lubie uczyc. I chyba nawet umiem, skoro uczniowie do mnie wracaja mimo obecnosci innych nauczycieli na miejscu...
Ale po pierwsze w Chinach nie bede mogla, wiec teraz sie nacieszam, a po drugie tym razem naprawde mam czym.
Uczylam trzech uczniow. Jeden sie nie liczy, bo to siedmiolatek - tez mnie lubil, ale w sumie nic dziwnego, ze sie do mnie nie przywiazal.
Oprocz tego dwoch facetow. Jeden na ostatnia lekcje przytachal bukiet roz i powiedzial, ze juz nigdy w zyciu takiej nauczycielki nie znajdzie, ze jestem the best i ze czeka na moj powrot z Chin. Drugi jednak zwyciezyl w klasyfikacji generalnej: przyjechal do mnie dzisiaj na lekcje z Krakowa. Jakiez to bylo mile! I to, jak pamieta to, co Mu do glowy wtlukiwalam. I oniesmielenie, kiedy sie okazuje, ze o czyms jednak zapomnial. I w ogole :D
Naprawde lubie uczyc. I chyba nawet umiem, skoro uczniowie do mnie wracaja mimo obecnosci innych nauczycieli na miejscu...
Labels:
教課
Sajgonki
Inaczej krokiety wiosenne. Niech mnie prąd popieści jesli wiem, dlaczego wiosenne. Z wyjątkiem dymki to zadnych sezonowych warzyw w srodku nie ma. Tak w ogole to sajgonki są czyms innym niz krokiety, ale nie mam pojecia, czym sie roznia, bo w "chinskich" barach wystepuja zamiennie. To chyba kwestia ciasta - krokietowe winno sie roznic od papieru ryzowego, dobrego do sajgonek.
Ja mam papier ryzowy, wiec robie z tego co mam - ale w tajemnicy Wam powiem, ze obojetnie co na zewnatrz bedzie (byle nie slodki nalesnik), jesli wnetrze bedzie odpowiednie, to bedzie dobre ;)
Farsz:
rozdrobnione miesko krewetek i mielona wieprzowina (im tlustsza tym lepsza) w proporcji 1:1
drobno posiekana kapusta pekinska
czosnek (moim zdaniem grubo posiekany lepszy od sciamkanego)
imbir (dac go mniej niz czosnku)
dymka (lepiej wiecej niz mniej)
chinskie grzyby - one sa
sól
pieprz
A teraz najtrudniejsze: trzeba dodac sosu sojowego jasnego, alkoholizmu, oleju sezamowego i oleju tak, zeby bylo smaczne i doprawione, a nie stracilo konsystencji. Mnie sie nigdy nie udaje, dlatego dodaje jajo, coby masa jakas bardziej gladka byla...
Jak to sie robi:
czosnek i imbir podsmazamy na oleju, najlepiej arachidowym (skandal, w mojej wsi w ogole go nie mozna kupic!),
dodajemy reszte skladnikow farszu i smazymy 5 minut
studzimy - nie z pobudek ideologicznych, tylko po pierwsze nie lubimy sobie parzyc paluchow, a po drugie ciasto ryzowe jest cienkie, wiec jak wlozymy na nie duzo goracego, efekty moga byc oplakane.
krokiecimy farsz w papierze ryzowym; jesli sie nie chce zlepic, mozna potraktowac ubite jajko jako klej, ale nie jest to konieczne. Aha! Pamietajcie, ze papier ryzowy trzeba przed uzyciem zamoczyc na chwile, aby stal sie miekki i wygodny w uzyciu :)
Potem smazymy. W wersji iealnej na glebokim oleju przez 4 minuty, az zbrazowieja, w zyciu - jak wypadnie ;)
warto osązyc na ppierze kuchennym, bo to tluste jak cholera :)
Usmazone podajemy z sosem slodko-kwasnym (mozna kupic, albo przyrzadzic namiastke: woda, cukier, ocet ryzowy, keczup, sol, pieprz, zagestnik z maki kukurydzianej)
To by bylo na tyle. Generalnie jest to pyszna przystawka. A co jest w tym wszystkim najlepsze? Skladniki mozna podmieniac! Zamiast kapusty pekinskiej - zwykla biala. Zamiast dymki zwykla cebula. Mozna, jak w naszych golabkach, dodac ugotowanego ryzu. Mozna dodac zmiekczonej marchewki. Jak sie nie ma krewetek, to mozna je zastapic czyms, co sie lubi. Byc moze Chinczycy mnie za to zgania, ale wedlug mnie marynata i czosnek z imbirem tworza chinskosc tej potrawy, a reszta to tylko kwestia gustu...Wyprobowalam milion wersji - i naprawde za kazdym razem wychodzi przepyszne...
PS. Ten wpis specjalnie dla Ciebie, MZ :*
Ja mam papier ryzowy, wiec robie z tego co mam - ale w tajemnicy Wam powiem, ze obojetnie co na zewnatrz bedzie (byle nie slodki nalesnik), jesli wnetrze bedzie odpowiednie, to bedzie dobre ;)
Farsz:
rozdrobnione miesko krewetek i mielona wieprzowina (im tlustsza tym lepsza) w proporcji 1:1
drobno posiekana kapusta pekinska
czosnek (moim zdaniem grubo posiekany lepszy od sciamkanego)
imbir (dac go mniej niz czosnku)
dymka (lepiej wiecej niz mniej)
chinskie grzyby - one sa
sól
pieprz
A teraz najtrudniejsze: trzeba dodac sosu sojowego jasnego, alkoholizmu, oleju sezamowego i oleju tak, zeby bylo smaczne i doprawione, a nie stracilo konsystencji. Mnie sie nigdy nie udaje, dlatego dodaje jajo, coby masa jakas bardziej gladka byla...
Jak to sie robi:
czosnek i imbir podsmazamy na oleju, najlepiej arachidowym (skandal, w mojej wsi w ogole go nie mozna kupic!),
dodajemy reszte skladnikow farszu i smazymy 5 minut
studzimy - nie z pobudek ideologicznych, tylko po pierwsze nie lubimy sobie parzyc paluchow, a po drugie ciasto ryzowe jest cienkie, wiec jak wlozymy na nie duzo goracego, efekty moga byc oplakane.
krokiecimy farsz w papierze ryzowym; jesli sie nie chce zlepic, mozna potraktowac ubite jajko jako klej, ale nie jest to konieczne. Aha! Pamietajcie, ze papier ryzowy trzeba przed uzyciem zamoczyc na chwile, aby stal sie miekki i wygodny w uzyciu :)
Potem smazymy. W wersji iealnej na glebokim oleju przez 4 minuty, az zbrazowieja, w zyciu - jak wypadnie ;)
warto osązyc na ppierze kuchennym, bo to tluste jak cholera :)
Usmazone podajemy z sosem slodko-kwasnym (mozna kupic, albo przyrzadzic namiastke: woda, cukier, ocet ryzowy, keczup, sol, pieprz, zagestnik z maki kukurydzianej)
To by bylo na tyle. Generalnie jest to pyszna przystawka. A co jest w tym wszystkim najlepsze? Skladniki mozna podmieniac! Zamiast kapusty pekinskiej - zwykla biala. Zamiast dymki zwykla cebula. Mozna, jak w naszych golabkach, dodac ugotowanego ryzu. Mozna dodac zmiekczonej marchewki. Jak sie nie ma krewetek, to mozna je zastapic czyms, co sie lubi. Byc moze Chinczycy mnie za to zgania, ale wedlug mnie marynata i czosnek z imbirem tworza chinskosc tej potrawy, a reszta to tylko kwestia gustu...Wyprobowalam milion wersji - i naprawde za kazdym razem wychodzi przepyszne...
PS. Ten wpis specjalnie dla Ciebie, MZ :*
Labels:
做飯
Thursday, July 24, 2008
stypendium
Dostalam je. TAK!
Tam, gdzie chcialam, czyli najlepszy uniwerek w Kunmingu - Yunnan Daxue. Przyjmą mnie. Podobno zalatwia mi akademik, ale w to na razie nie wierze. Podobno dadza mi wystarczajaco duzo pieniedzy, zebym mogla przezyc. Podobno nie bedzie tak zle... :D
Na wszelki wypadek za pomoca Tagged, Skype'a i czego bądz szukam jakichs azjatyckich znajomych na miejscu. Znowu mam ataki paniki zwiazane z wrodzona niesmialoscia i trudnoscia w nawiazywaniu znajomosci ;)
Jeszcze nie mam dyplomu. MUSZE go dostac przed wyjazdem, w przeciwnym razie moge sie pozegnac z wyzszym stypendium.
Nastepna ksiazkowa pseudoazjatczyzna zaliczona: Malowany welon Maughama. Blaha historyjka o glupiej babie, ktora przechodzi przemiane duchową; niestety, po drodze wykancza faceta, ktory ją kochal. Drobiazdzek niewart zachwytow. Acz chetnie zobaczylabym film na tej podstawie. Jako, ze cala azatyckosc owego dziela tkwi w osadzeniu banalnej historii w Chinach, film by mogl urzec przynajmniej obrazami... Slyszalam, ze wyszedl naprawde niezle :)
Wracam do przygotowan. Juz w sobote bedzie duuuuzo zarcia...
Tam, gdzie chcialam, czyli najlepszy uniwerek w Kunmingu - Yunnan Daxue. Przyjmą mnie. Podobno zalatwia mi akademik, ale w to na razie nie wierze. Podobno dadza mi wystarczajaco duzo pieniedzy, zebym mogla przezyc. Podobno nie bedzie tak zle... :D
Na wszelki wypadek za pomoca Tagged, Skype'a i czego bądz szukam jakichs azjatyckich znajomych na miejscu. Znowu mam ataki paniki zwiazane z wrodzona niesmialoscia i trudnoscia w nawiazywaniu znajomosci ;)
Jeszcze nie mam dyplomu. MUSZE go dostac przed wyjazdem, w przeciwnym razie moge sie pozegnac z wyzszym stypendium.
Nastepna ksiazkowa pseudoazjatczyzna zaliczona: Malowany welon Maughama. Blaha historyjka o glupiej babie, ktora przechodzi przemiane duchową; niestety, po drodze wykancza faceta, ktory ją kochal. Drobiazdzek niewart zachwytow. Acz chetnie zobaczylabym film na tej podstawie. Jako, ze cala azatyckosc owego dziela tkwi w osadzeniu banalnej historii w Chinach, film by mogl urzec przynajmniej obrazami... Slyszalam, ze wyszedl naprawde niezle :)
Wracam do przygotowan. Juz w sobote bedzie duuuuzo zarcia...
Labels:
czytelnictwo,
stypendium
Subscribe to:
Posts (Atom)





