Friday, November 27, 2009
zly dzien? 今天不太好嗎?
http://www.youtube.com/watch?v=Cbk980jV7Ao
tykwa pyta 葫蘆問

Thursday, November 26, 2009
CJ7 長江7號

Wednesday, November 18, 2009
Dzien Tajwanski
A ja zaparzylam sobie herbate. Czarnosmocza oczywiscie, bo przeciez Tajwan. I oczywiscie z calym ceremonialem, bo po to pracowalam w herbaciarni, zeby teraz nauczac. Jak dostane zdjecia, pokaze :) A jak nie dostane zdjec... To wiecie, ja bardzo chetnie bede parzyc dla Przyjaciol i Krewnych Przyjaciol, i Przyjaciol Krewnych Przyjaciol...
Ten dzien byl okrrrropny z wielu innych wzgledow. Ale milo sie bylo znow wcisnac w qipao, milo bylo znow z rozmachem otworzyc czarki do wachania herbaty (聞香杯) i spic napar z malenkich czarek do picia (品茗杯). Milo bylo opowiadac o rzeczach potrzebnych do parzenia, o zwyczajach zwiazanych z czestowaniem, o slodkim smaku... Wyspowiadac sie z tej tesknoty, ktora mnie pozera ostatnio coraz bardziej... Smak Tajwanu to smak herbaty czarnosmoczej, to smak herbaty z perelkami, to smak okonomiyakow na nocnym targu, to smak kawy z cieplej puszki prosto z automatu... To slodkie parowki i miesne ciastka... To Tajwan, Tajwan moj jedyny!
Teraz, kiedy juz mam porownanie, wiem, co bym wybrala...
今天我們東方文化系舉行“臺灣日”的活動。 我們終於有臺灣教室 (除了中國, 日本, 韓國等教室之外)。活動包括好多節目, 有演講, 有跳原住民舞蹈的機會, 有吃的, 還有喝的。喝的是什麼呢? 就是烏龍高山茶。誰來泡呢? 就是白小颱茶藝師哈!
希望我弄的錯誤不大……
謝謝你們讓我泡茶! 是我最喜歡的休息方式 ^.^
Sunday, November 15, 2009
Chinczyk
K. - fajnie, ale ja naprawde padam na ryjek
S. - i pizza tez bedzie :)
K. - rewelacja, ale ja nie jestem az tak glodna (zawsze jest glodna)
S. - no ale przyszlabys....
K. (po chwili zastanowienia) - a bedziemy grac w chinczyka?
Tak. Mniej wiecej od dwoch lat odwiedzajacy sa nie tylko karmieni, ale tez zmuszani do rozgrywek w niesmiertelna gre mojego dziecinstwa. Co gorsza, wiekszosc tych osob te gre uwielbia! Oczywiscie, nienawidza tej gry pechowcy (kumpel sprawdzal, czy na kostkach aby na pewno sa szostki ;) ) i ci, ktorzy sa za dorosli, zeby grac. Ale my - dzieci z ulicy K. - gramy przy obiedzie, podczas robienia kolacji i zawsze, kiedy szukamy wymowki, zeby razem posiedziec i sie posmiac :)
Oczywiscie, gra trafila do nas, gdy juz chorowalam na chinska grype - jakies poltora roku temu. Kiedy ja przywiozlam, Arcyprzebrzydle Wspollokatorki patrzyly na mnie podejrzliwie i z politowaniem. Ja im jednak wytlumaczylam, ze to jest metoda malych kroczkow - jak juz polubia chinczyka, to moze dojrzeja do tego, zeby polubic Chinczykow ^.^
Chinczyk jest stary, spracowany, ale wiernie nam sluzy. I wlasciwie jedyny problem, jaki sie w zwiazku z nim pojawil to - jak na chinczyka mowia Chinczycy?
Jak wiemy (a jak nie wiemy, to od czego mamy wikipedie?), nazwa "chinczyk" wystepuje tylko w Polsce, a i to tylko w niektorych rejonach/grupach wiekowych. Reszta nazywa te gre "Czlowieku nie irytuj sie", co jest w zasadzie dokladnym tlumaczeniem nazwy niemieckiej. W wersji znanej obecnie gra faktycznie pochodzi z Niemiec, acz wywodzi sie z czasow niemalze basniowych, a i z bajkowego kraju - Indii. Znana i lubiana przede wszystkim w Europie i Stanach Zjednoczonych (grac w nia chcial nawet osiol ze Shreka ^.^), czy Chinczycy w ogole cos o niej wiedza?
Tak!
Gra ta po chinsku nazywa sie 飛行棋, czyli latajace pionki. Jest to zwiazane z nieco odmiennym wygladem planszy - ma ona ksztalt lotniska czy czegos takiego, a pionki niby maja udawac samoloty. W pierwowzorze nie uzywalo sie kostek do gry, tylko "kola fortuny" z szescioma cyferkami - co sie wykrecilo, to sie szlo. Reszta zasad pozostaje ta sama :)
Tak, tak... dzieckiem w kolebce kto grywal w chinczyka ten mlody pojedzie na Tajwan...
你們知不知道在波蘭文當中“飛行棋”叫做"中國人“? ^.^
:)
No i wlasnie tyle z tego zostalo.
Nic to.
Zapraszam wszystkich na Dzien Tajwanu, ktory obchodzic bedziemy w najblizszy wtorek (17.11.2009) w Katedrze Bliskiego i Dalekiego Wschodu przy ulicy Gronostajowej (tzw. dupa swiata) w godzinach 11-18, a w ramach ktorego bedzie mozna cos zjesc, wypic herbate (parzona wlasnorecznie przeze mnie!) i posluchac o tym, jak cudowny jest Tajwan :)
I na tym skoncze, bo sie boje, ze z czystej zawisci blogger mi znowu zezre posta...
Monday, October 26, 2009
Uciekaj moje serce
Jakos tak mi nostalgicznie...
PS. Te linki to specjalnie dla mojej Mamy z okazji imienin :)
Sunday, October 25, 2009
吐魯番的葡萄熟了 turpanskie winogrona juz dojrzaly
To tytul cudnej piosenki. Ja jestem w niej zakochana od dawna, kayka jest w niej zakochana od mniej dawna, a mam nadzieje, ze od dzis i wy staniecie sie jej fanami.
Turpan czyli po chinsku Tulufan 吐魯番, to kraina we wschodniej czesci Xinjiangu 新疆, tam, gdzie pogoda dobra, uprawia sie melony, bawelne i wlasnie winogrona. Jak na Xinjiang przystalo, od cholery tam Ujgurow (70% ludnosci), "prawdziwych" CHinczykow jest tam niecala 1/4 ludnosci! Dlatego tez i o milosci spiewa sie tam inaczej niz u Hanow...
Po pierwsze, imiona kochankow od razu pokazuja, ze chodzi o Ujgurow. Zarowno Karym (克里木), jak i hmmm... Aneczka (阿娜爾汗) to bardzo popularne w tamtych okolicach imiona. Dokladne tlumaczenie brzmienia "Anarhan" (wspomnianej Aneczki) to "Granat" - jesli sie tak nazywa dziewczyne to dlatego, ze jej plec jest delikatna, jesli juz barwiona, to rumiencami intensywnymi jak kolor krwi, a slodycz jej jest niepojeta...
Po drugie, oni sa romantyczni do potegi piecdziesiatej trzeciej i pol! To wino, ktore upaja serce dziewczyny i uczucie, ktore oplata ja jak bluszcz... Wlasnie tak trzeb kochac :)
Tutaj link do youtube.
克里木参军去到边哨
Karym zaciągnął się do wojska; wysłali go do straznicy przygranicznej
临行时种下了一棵葡萄
Tuz przed wyjazdem zasadzil jeden krzew winogron
果园的姑娘哟 - 阿娜尔罕哟
Ogrodniczka, och, slodka jak granat
精心培育这绿色的小苗
troskliwie opiekuje sie zielonymi pedami.
啊
Ach!
引来了雪水把它浇灌
Nawadnia krzew roztopionym sniegiem
搭起那藤架让阳光照耀
I o tyczke oparla, by grzaly go promienie
葡萄根儿扎根在沃土
Winogrona ukorzeniaja sie w zyznej ziemi
长长蔓儿在心头缠绕
Dlugie pnacza owijaja sie wokol serca
长长的蔓儿在心头缠绕
Dlugie pnacza owijaja sie wokol serca.
葡萄园几度春风秋雨
Winogrona przetrwaly juz kilka razy wiosenne wiatry i jesienne deszcze
小苗儿已长得又壮又高
Male pedy juz wzrosly; sa bujne i wysokie
当枝头结满了果实的时候
a kiedy glazki wypelnily sie dojrzalymi owocami,
传来克里木立功的喜报
przyszly dobre wiesci o zwyciestwach Karyma
啊!
Ach!
姑娘啊 遥望着雪山哨卡
Dziewczyno, ach, wyczekujesz z dala sygnalu z osniezonych szczytow,
捎去了一串串甜美的葡萄
wysylasz don kisciami slodkie winogrona
吐鲁番的葡萄熟了
Turpanskie winogrona juz dojrzaly
阿娜尔罕的心儿醉了
A serce dziewczyny slodkiej jak granaty pijane jest szczesciem
阿娜尔罕的心儿醉了
Serce dziewczyny slodkiej jak granaty pijane jest szczesciem.
Saturday, October 24, 2009
kilka slow
***
Dzis pracowalam od 8 rano do 8.15 wieczorem minus jazda z kampusu do centrum (pol godziny) i pozniej przejscie z IKu na japonistyke. Aha, jeszcze minus 10 minut na zapiekanke.
***
dialog z trenerem kungfu:
Trener: No, jak sie przeprowadzisz do Chin (co jest oczywiste, skoro tak dobrze mowie po chinsku), to koniecznie zamieszkaj u nas, w Szanghaju (on jest z Anhui, ale stara sie o tym zapomniec, bo od 30 lat panstwo mu placi za to, ze nalezy do kadry/trenuje kadre, wiec ma w Szanghaju i okolicy trzy domy - jeden zeby do pracy bylo blisko, drugi weekendowy i trzeci dal coruni).
Ja: nie lubie duzych miast, kto by chcial w takim mieszkac? Tam wszyscy sie spiesza.
T: Ale przeciez wszyscy chca mieszkac w Szanghaju!
N: (nie komentuje, tylko patrze na niego z politowaniem) No dobrze, ale nie bardzo moge wyjechac z kraju, tu mam rodzicow i w ogole...
T: tak, ja tez wole miec przy sobie corke. Ale twoi rodzice na pewno zrozumieja, ze bedziesz wolala mieszkac w Szanghaju, tak jak na przyklad moja corka.
N: twoja corka juz wyszla za maz?
T: nie, jeszcze nie.
N: a jak wyjdzie to co? dalej bedzie sie trzymac mamusi i tatusia?
T:no przeciez ma swoje mieszkanie.
N: a jesli sie zakocha w kims spoza Szanghaju?
T: (spojrzal na mnie z politowaniem; szanghajki ni zakochuja sie w golodupcach z prowincji - a dla nich prowincja to wszystko, co nie jest Szanghajem... no, moze poza Pekinem ;) ) to on sie przeprowadzi do Szanghaju.
N: dlaczego?!
T: bo przeciez WSZYSCY CHCA MIESZKAC W SZANGHAJU!!
Wednesday, October 14, 2009
tlumacze sie glupio i niestosownie
A propos oprowadzania: ciekawostka.
Oprowadzam chinskie malzenstwo. Wchodzimy na wzgorze wawelskie, opowiadam o Wawelu, o polskich krolach, o niejednorodnej architekturze, bla bla bla. Pytam: chcecie wejsc do srodka? Chca wiedziec, co jest w srodku. Mowie. Chwila zastanowienia. "A ile kosztuje bilet?". Odpowiadam. Milczenie. "Nie, nie chcemy, idzmy dalej".
Prowadze Kanonicza, Grodzka, dochodzimy do kosciola Mariackiego. Opowiadam o oltarzu, historia zoltej cizemki itp. Pytanie: kupic bilety i wejdziemy poogladac? Chwila zastanowienia. "Nie, idzmy dalej". I tak w kolo Macieju... W koncu, indagowani, mowia, ze te bilety to drogie sa. Ze kto to widzial, bo u nich w *** wszystkie wazne obiekty to darmowe.
Skapitulowalam; przeciez, mimo mrozu siarczystego, mozemy swobodnie lazic po centrum i opowiadac o Bramie Florianskiej.
Pora obiadowa. Chce ich zabrac na jakis smaczny polski obiad. Zobaczyli ceny. Skonczylismy na kebabie (swoja droga, kebab strasznie podrozal!).
Jutro Wieliczka. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Moze odmowia wejscia ze wzgledu na cene biletow???

