Legend jest oczywiscie tyle, ile ludzie sa w stanie wymyslic. Ale Chinczycy najbardziej lubia te o Qu Yuanie 屈原. Kto zacz? Wazna persona, minister, doradca krola. Tak, to jeszcze przed cesarstwem bylo, kiedy to roztomajte chinskie krolestwa zarly sie ze soba. Qu Yuan uwazal, ze te slabsze powinny zawiazac koalicje przeciw Qinom, ale jego wlasny krol nie byl wystarczajaco inteligentny i przewidujacy, zeby go posluchac.Co wiecej, za namowa smoczych jezykow wygnal ministra. Pedzil wiec, biedak, nedzny zywot, piszac wiersze slawiace umilowana ojczyzne i bratajac sie z ludem (np. stworzyl piekna antologie piesni i opowiesci ludowych 楚辭), az pewnego dnia doszly go sluchy, ze Qin zostalo podbite przez Chu. Spelnily sie jego najgorsze przewidywania. Szlachetny, nie zagral na nosie krolowi: a nie mowilem? Ale i glupi, niestety. Zamiast cos konstruktywnego uczynic, napisal "Lament Ying" 哀郢 i poszedl sie utopic w pobliskiej rzece.
Choc jego wlasny krol go odrzucil, kochali go prosci ludzie. Dlatego, nie mogac znalezc ciala, probowali przynajmniej sprawic, zeby go ryby nie zezarly. Wrzucali im wiec pokarm - owe dzongdze moje ulubione - a takze robili duzo halasu, scigajac sie na smoczych lodkach 龍舟.
Dzongze jadalam nalogowo na Tajwanie, gdzie rowniez nauczylam sie je robic. Typow tej przekaski jest tyle, ilu ludzi je robi, bo to tak jak z pierogami - kazdy robi inaczej i co innego do srodka wklada. Z czego sie sklada 粽子? Z liscia (tradycyjnie jest to bambus, ale z powodzeniem mozna go zastapic jakimkolwiek innym, od bananowych po lotosowe. Ja w Polsce, teskniac za tamtym smakiem, sprobowalam z kapusta... Oczywiscie, Tajwanczycy by mnie pewnie zlinczowali, ale tradycja golabkowa polaczona z chinska kuchnia naprawde robi wrazenie ;) Po drugie jest nam potrzebny ryz kleisty. Po trzecie... No wlasnie. Po trzecie jest nadzienie. A dzongdze moga byc i slodkie, i slone, i ostre, i jakie sobie wymarzysz. Ja najbardziej lubie takie z fasolka czerwona i wolowina, jesli mam byc szczera, ale naprawde mozna do srodka wlozyc wszystko. Grzyby, krewetki, fistaszki, cokolwiek! Tylko nie za duzo - podstawa jest jednak ryz.
Jesli mamy pod reka liscie, ktore da sie zawinac w trojkat 3D, to wlasnie to jest tradycyjny ksztalt. Jesli sie nie da - odpuszczamy. W garsc podgotowanego (powinien byc jeszcze twardawy) ryzu wtykamy nasze przysmaki pamietajac, ze mieso najlepiej pokroic w paski i podsmazyc przed wetknieciem, a grzyby mun trzeba wczesniej podgotowac. Zawijamy naszego chinskiego golabka i zwiazujemy sznurkiem, zeby sie nie otworzyl, a potem gotujemy zwyczajnie badz na parze tak dlugo, az zacznie pachniec...
Takimi wlasnie dzongdzykami karmi mnie MPBL:
0 comments:
Post a Comment