na ktorej zdarza sie przysiadac dzikim pobratymcom pupila, badz spotykasz sie ze swoimi "przyjaciolmi od ptaszkow" i ptaki sie nawzajem ucza swoich trickow, a przy okazji mozna sie pochwalic, ktory lepiej spiewa.
Tradycja “przyjaciol od ptaszkow" wywodzi sie z czasow mandzurskich. Wtedy to czlonkom panujacego rodu nie wypadalo sie bratac z Hanami, a juz na pewno nie mozna bylo - a fe! - pracowac. Byles wiec synem bogacza, nalezales do elity, nie pracowales i calymi dniami albo chlales, albo grales w majianga, albo sluchales spiewu ptakow - a jak sie dalo wszystko polaczyc, to juz w ogole git. Fajnie bylo sie spotykac z innymi nierobami i wymieniac informacjami na temat okresu legowego i tego, ze wlasny ptaszek nie wyciaga gornego c, prawda?
Choc czasy Mandzurskie dawno minely, fotografia poczatkowa jest dowodem na to, ze tradycja jest nadal zywa.
Gdy przyjechalam do Chin, pierwszym zaskoczeniem bylo dla mnie, ze Chinczycy niechetnie hoduja ozdobne gatunki ptakow - te wszystkie papuzki faliste i inne takie. Najczesciej wsadzaja do klatek ptactwo wlasnie schwytane. Na wszystkich 花鳥市場 (targach kwiatow i ptakow) zamiast rozmnazanych w niewoli ptakow pojawiaja sie slowiki, skowronki, kosy...
Wszystko da sie oswoic. Wszystko da sie zniewolic.
0 comments:
Post a Comment